wtorek, 11 marca 2014

Przestań być swoim wrogiem



Ile razy w życiu próbowałaś już coś osiągnąć? Ile razy Ci się udało? Ile razy poniosłaś porażkę? A może jest jakiś jeden konkretny cel, do którego starasz się dotrzeć całe życie, a mimo to, on wciąż pozostaje nieosiągalny? Może to permanentne rzucanie palenia albo ciągłe przechodzenie na dietę od poniedziałku? A może ciągłe próby regularnych ćwiczeń, wyciszenia się lub spokojniejszego podejścia do życia? A może próbujesz poprawić swoje relacje z bliskimi, a wciąż Ci nie wychodzi albo za każdym razem trafiasz na beznadziejnego faceta mimo, że tak bardzo pragniesz stałego związku? Tym celem może być wszystko, co sobie wymyślisz. Ale czy zastanawiałaś się kiedyś jak to jest, że pewne rzeczy przychodzą Ci z łatwością, albo przynajmniej wytrwale potrafisz do nich dążyć, ale jest jedna taka rzecz, która ciągle spędza Ci sen z powiek i sprawia, że masz ciągłe poczucie stania w miejscu i kręcenia się w kółko? Jeśli tak, to warto zadać sobie pytanie dlaczego tak się dzieje. 





Dlaczego wciąż nie mogę zrzucić tych 10 kg, mimo że próbuję już od dziesięciu lat albo dlaczego znów rozstaję się z facetem, chociaż tak pragnę mieć kogoś naprawdę bliskiego?

Przyczyny takiej sytuacji mogą być trzy: tak naprawdę wcale nie chcesz tego osiągnąć albo nie wierzysz, że Ci się uda lub wręcz odwrotnie, boisz się, że jednak Ci się uda. Brzmi absurdalnie? Tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli się przyjrzeć bliżej tym powodom, zaczynają wyglądać bardziej racjonalnie.

Zacznijmy od początku. Przyczyna pierwsza: wcale nie chcesz osiągnąć swojego celu. A mówiąc prościej tylko wydaje Ci się, ze chcesz go osiągnąć. Opiszę to na przykładzie odchudzania. Od wielu lat próbujesz zrzucić 10 kg ciągle stosując jakąś dietę cud albo raz na jakiś czas zrywasz się do forsownych ćwiczeń, których masz dość po tygodniu. Z dietą jest podobnie, bo ile można żyć na marchewkach, więc dni diety rekompensujesz sobie wielkim obżarstwem. Później przychodzi poczucie winy, jest kolejny zryw, kolejna dawka motywacji i kolejna próba, ale po kilku dniach znowu wracasz do normy. I tak cykl może się powtarzać przez wiele lat. I tu pojawia się pytanie – czy osoba, która postępuje w ten sposób faktycznie chce osiągnąć swój cel? Nie wydaje mi się. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest, że ktoś jej wmówił, że taki a nie inny cel warto osiągnąć . Mogła to być mama powtarzająca w kółko, jak ważny jest wygląd u dziewczynki i, że taka gruba na pewno nie znajdzie dobrego męża albo porównująca córkę do dużo, jej zdaniem, ładniejszej, mądrzejszej, a przede wszystkim szczuplejszej siostry. Mogli to być rówieśnicy w szkole, którzy swoim dokuczaniem, codziennie udowadniali, że bycie grubszym od całej reszty jest największym przestępstwem na świecie. Mogli to być kolejni mężczyźni, z ojcem na czele, oceniający kobietę tylko przez pryzmat wyglądu i uznający ją za bezwartościową, gdy nie spełniała ich estetycznych oczekiwań. Czy wreszcie mogły to być media i społeczeństwo lansujące kanon wychudzonej modelki jako ideał kobiecej urody i ciała.

Każde z nich z osobna lub wspólnie mogli wmówić najpierw dziewczynce, a później młodej kobiecie, że nie jest wystarczająco dobra taka, jaka jest i musi się za wszelką cenę dopasować. Oczywiście u różnych osób mogło to być z różnym natężeniem, nie chcę od razu kreować wszystkich odchudzających się jako ofiary systemu, ale warto zapytać samego siebie, jeśli nie udaje Ci się po raz któryś z rzędu, dla kogo to robię, czy naprawdę to ja chcę to osiągnąć, a może robię to tylko po to, by zadowolić mamę, tatę, chłopaka, męża albo świat. I kiedy odpowiemy sobie szczerze na tych kilka pytań, być może okaże się, że to wcale nie chodzi o te zbędne kilogramy, ale o silną potrzebę akceptacji i miłości, o którą tak usilnie walczymy poprzez kolejne próby dopasowania się do narzuconego nam ideału, a tak naprawdę pragniemy by ktoś nas pokochał i zaakceptował takimi, jakimi jesteśmy teraz bez względu na rozmiar. W takich sytuacjach często lepszym rozwiązaniem niż skupianie się na diecie jest zaakceptowanie i polubienie siebie takim, jakim się jest, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie szczerze przyznać przed sobą, czego tak naprawdę chcemy i zdecydować, co jest dla nas dobre. Warto również poszukać odpowiednich ludzi, którzy zobaczą i docenią naszą prawdziwą wartość, a dzięki temu kilogramy mogą nagle same zacząć znikać.

Kolejna przyczyna wydaje się bardziej oczywista, a mianowicie możliwe, że nie wierzysz, że Ci się uda. Tym razem weźmy za przykład palenie papierosów. Postanowiłeś rzucić. Nie palisz pierwszy dzień, drugi dzień, trzeci, ale czwartego dnia coś Cię zdenerwowało, pokłóciłeś się z żoną albo szef znowu się czepia o jakąś głupotę. Próbujesz się zrelaksować, ale właśnie w takich chwilach zawsze sięgałeś po papierosa, żeby się uspokoić. Starasz się o tym nie myśleć, próbujesz się czymś zająć, ale myśli o zapaleniu stają się coraz bardziej natrętne. W końcu kapitulujesz, mówisz sobie w duchu, że i tak Ci się nigdy nie uda, Ty widocznie tak już masz i ruszasz do najbliższego kiosku po paczkę fajek, zapalasz, czujesz chwilową ulgę, która chwilę później przeradza się w poczucie winy, że znów siebie zawiodłeś, jesteś beznadziejny i nic Ci się w życiu nie udaje. 

Prawda jest taka, że dopóki nie uwierzysz, że możesz coś osiągnąć, dopóty każda próba zmiany będzie z góry skazana na porażkę. Bez wiary we własne możliwości jeszcze nikt nic nigdy nie osiągnął, i to jest fakt, którego nie da się przeskoczyć. To jest podstawa, od której należy rozpocząć każdą zmianę.

I na koniec przyczyna trzecia, czyli: tak naprawdę boisz się sukcesu. Ten powód brzmi chyba najbardziej irracjonalnie, ale zdarza się bardzo często, choć rzadko go sobie uświadamiamy. Bo przecież teoretycznie każdy chce osiągnąć sukces i każdy z nas wierzy, że jak się uda to, wtedy będzie naprawdę szczęśliwy i spełniony. Z drugiej jednak strony istnieje coś takiego jak strefa komfortu, czyli nasze bezpieczne życiowe poletko, w którym czujemy się ciepło i bezpiecznie, mimo, że czasem coś nam przeszkadza, coś nas zakuje, ale przecież doskonale znamy to ukłucie, więc nie musimy się obawiać, że tym razem czymś nas zaskoczy. 

Sukces natomiast bardzo silnie wiąże się z wyjściem poza naszą strefę komfortu, nie wiadomo przecież do końca jak to będzie, gdy w końcu schudnę, zmienię pracę czy partnera. Może okaże się, że będzie zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałam i nie jestem na to przygotowana, więc może bezpieczniej było by pozostać przy tym, co przewidywalne, trochę męczące, ale przecież takie moje?

Prawda jest taka, że wszyscy boimy się zmian. Człowiek ma tendencję do szybkiego przyzwyczajania się do własnej szarej rzeczywistości i trudno mu, z dnia na dzień, się od tego oderwać. Przypomnij sobie jednak wszystkie zmiany, które zaszły w Twoim życiu, koniec końców i tak zawsze się do nich przyzwyczajałeś. Być może na początku nie było łatwo, ale po tygodniu, po dwóch w nowej pracy okazywało się, że wcale nie jest tak źle, a być może wręcz przeciwnie, zaczynałeś się zastanawiać, jak to się stało, że tak długo wytrzymywałeś na starym stanowisku. Tak samo, jak szybko się przyzwyczajamy do rutyny życia, podobnie szybko adaptujemy się do zmian, mamy to w genach, bo adaptacja pomaga przetrwać.

Jeśli więc ciężko Ci wprowadzić jakąś zmianę, zastanów się, co ona tak naprawdę zmieni w Twoim życiu, jakie będą jej pozytywne strony, ale też jakie będą minusy, i pomyśl czy jesteś na nie przygotowany. Pamiętaj również, że większość negatywnych sytuacji, które sobie wyobrażamy, tak naprawdę nigdy się nie zdarzy, to tylko wytwory naszego wystraszonego umysłu, który chwilowo traci grunt pod nogami, zdezorientowany tym, że nagle coś zaczyna dziać się inaczej niż do tej pory. Daj sobie czas, nie wszystko od razu będzie idealnie, ale w końcu i Ty przyzwyczaisz się do nowej sytuacji i będziesz mógł cieszyć się z osiągniętego sukcesu.

Zmiany nie są łatwą kwestią, ale z drugiej strony na nich opiera się życie, więc są nieuniknione. Nie bądź więc swoim własnym wrogiem na drodze do sukcesu. Zastanów się, czego tak naprawdę chcesz, jak bardzo tego pragniesz i uwierz, że potrafisz to osiągnąć. Stań się swoim własnym sprzymierzeńcem, który popycha Cię do przodu, bezgranicznie w Ciebie wierzy i Ci ufa, że najlepiej wiesz, co jest dla niego dobre, bo tak naprawdę wszystko zaczyna się w naszej głowie.




                                                                  Źródło: www.pixabay.com


7 komentarzy:

  1. Pracą, wytrwałością i pozytywnym nastawieniem można osiągnąć wiele.

    OdpowiedzUsuń
  2. prawda! osobiście kiedy przestałam traktować odchudzanie jak problem, cel czy cokolwiek innego, jadłam intuicyjnie, traktowałam to jak wyzwanie i zakład z chłopakiem, hmmm 7kg w dół od lipca do dziś - chyba nie najgorzej choć mogłoby być lepiej ;)
    Try to design

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, zgadza się Pozytywne nastawienie jest najważniejsze

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak - ja walczę z permamentną chęcią rzucenia palenia i odchudzaniem od poniedziałku :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam Cię serdecznie,

    Tworzę społeczność blogów o zdrowym stylu życia, obejmujący tematykę odżywiania,
    sportu, fitness, diet. Katalog jest dostępny pod adresem:
    http://www.goodbyaccident.com/spis-blogow-o-zdrowym-stylu-zycia/
    Dodatkowo w celu promocji blogów do niego należących powstał profil na portalu
    społecznościowym: https://www.facebook.com/ozdrowymstyluzycia Założeniem jest
    promocja ciekawych blogów i popularyzacja stylu życia fit, a także próba
    integracji społeczności blogerów.
    Jeśli tylko miałabyś ochotę do niego należeć proszę zapoznaj się ze stroną
    katalogu: http://www.goodbyaccident.com/spis-blogow-o-zdrowym-stylu-zycia/

    Gorąco pozdrawiam
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń