niedziela, 26 kwietnia 2015

O smutku



Chciałabym Wam napisać o smutku. O uczuciu, które przychodzi, kiedy traci się nadzieję. Nadzieję na różne rzeczy. Na lepszą pracę, lepszy związek, więcej pieniędzy, piękniejsze ciało, nowe mieszkanie, samochód i co jeszcze sobie wymyślicie. I pojawia się ten smutek, który powoduje, że nic Wam się nie chce, bo przecież nic nie ma sensu, przecież utraciliście nadzieję, że będzie lepiej, więc po co się wysilać. Zaczynacie więc robić minimum, minimum starań, minimum wymagań, dla siebie dla świata, od siebie od świata. I tak z dnia na dzień wpadacie w coraz większy marazm, który Was wciąga jak bagno. Na początku było tylko po kostki i łatwo by się było z niego wydostać, ale po kilku miesiącach okazuje się, że sięga już do pasa i skutecznie krępuje ruchy. I co? Gnuśniejecie jeszcze bardziej, zaczynacie wkurzać przy tym wszystkich w koło, a tak naprawdę marzycie o tym, żeby wszyscy dali Wam święty spokój, żeby zasnąć i się nie obudzić.

Źródło: www.unsplash.com

Ale czasem w tym całym smutku przychodzi taki moment, że zadajecie sobie pytanie czemu mi tak smutno? Po co mi ten smutek? Co on mi daje? Bo jeśli wpadliście w smutek po uszy, to zawsze jest po coś. Emocje są jak drogowskazy, chcą nam cos pokazać, są jak sygnały alarmowe. To nie jest tak, że jak wokół mówią, byście wzięli się w garść, to trzeba ich słuchać. Każdy kto był smutny przez dłuższy czas dobrze wie, że nie da sie tak po prostu wziąć w garść, bo w środku czuje się, że to nie ma najmniejszego sensu.

Po co więc ten smutek? Jest to emocja, która zazwyczaj każe się zatrzymać, zwolnić, odpuścić, być może dlatego, że nie dawaliśmy sobie ostatnio czasu na bycie sobą, a może w ogóle nie wiemy co, bycie sobą oznacza. Może całe życie pędziliśmy za ideałami, które nam wpojono i ani razu nie pokusiliśmy się o ich weryfikacje, czy w ogóle się z nimi zgadzamy, czy one są moje? W ten sposób spędzamy życie jakby na oślep, biegniemy tam gdzie wszyscy, spełniamy oczekiwania innych, dostosowujemy się, a potem dziwimy, że przychodzi taki moment, gdy wszystko przestaje mieć sens. Szczerze mówiąc, to najbardziej racjonalny odruch w takiej sytuacji. W sytuacji, która nie jest nasza, którą ktoś nam wcisnął, a której tak naprawdę w ogóle nie chcieliśmy. I bardzo prawdopodobne, że ten smutek to jedna z niewielu szczerych i prawdziwych rzeczy, którą przeżyliśmy od nie wiadomo jak długiego czasu.

Współczesny świat odrzuca smutek. Nie można przecież być tak sobie po prostu smutnym bez powodu, leżeć pod kołdrą i nic ze sobą nie robić. Trzeba przecież stawiać sobie cele, realizować je, być coraz lepszym, najlepiej najlepszym, udowadniać wszystkim wokół, że to mi się właśnie udało, a z pewnością udało mi się bardziej niż Tobie. Taka atmosfera wokół smutku sprawia, że szybko chcemy o nim zapomnieć, że bierzemy się w garść wbrew sobie, zaciskamy zęby i brniemy do przodu, udowadniając  sobie i innym że przecież dajemy radę. Ale to nie pomaga, smutek i tak nas doścignie ze zdwojoną siłą, jak nie od razu to za parę miesięcy, rok, kilka lat, w zależności od tego ile samozaparcia w sobie mamy. Ale czy takie życie ma sens? Umęczeni z poczuciem, że to przecież wszystko nie tak, wstajemy rano do pracy z przyklejonym uśmiechem, bierzemy śluby, rodzimy dzieci, kupujemy domy i te wszystkie inne rzeczy świadczące o tym, że się udało. A szczęścia jak nie było, tak nie ma. A przecież obiecywali rodzice, w szkole powtarzali, znajomi na facebooku się chwalą. 

Otóż, nie tędy droga. Bo kiedy przychodzi smutek, to należy się zatrzymać, zwolnić. Zadać sobie podstawowe pytania o to kim jestem? dokąd zmierzam? kim chcę być? I może się okazać, że w ogóle nie znam na nie odpowiedzi, albo moje odpowiedzi będą zupełnie sprzeczne z obecną sytuacją życiową. I wtedy może się okazać, że wcale nie jesteśmy sobą, gorzej, nawet nie wiemy jak sobą się stać. Co lubimy czego nie, co chcemy osiągnąć a czego nie, czy jesteśmy szczęśliwi? I właśnie ten smutek przyszedł do nas po to, by to wszystko zweryfikować, by sobie odpowiedzieć na te najtrudniejsze w życiu pytania, by przestać iść utartym schematem, a zacząć iść własnym szlakiem. Wiem, że to jest cholernie trudne, wiem jak to bezpiecznie jest nie musieć się zastanawiać nad kolejnym życiowym wyborem, ale jeszcze trudniejsze jest poczucie utraty kontroli nad własnym życiem. Kiedy budzisz się rano i czujesz się jak sterowana marionetka, idąca za tłumem i narzekająca na wszystko. Nie możesz się temu poddać, bo poznanie siebie i bycie sobie wiernym nawet kosztem największych wyrzeczeń, jest Twoim życiowym obowiązkiem. Dostałeś właśnie to życie, ten potencjał, te umiejętności i musisz je rozwinąć, nie możesz ich zmarnować, bo jeśli to zrobisz, to smutek zawładnie Twoim życiem, zabierze Ci sprawczość, a w zamian da tylko poczucie zmarnowanej szansy. A masz ja tylko jedną.

Źródło: www.unsplash.com

3 komentarze:

  1. Niestety znam to uczucie :/
    Pozdrawiam,
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie to prawdziwe...
    Ostatnio moją domeną stał się uśmiechem, staram się dostrzegać w drobnych rzeczach, chwilach, momentach coś, nawet najdrobniejszego, co wywoła ten uśmiech i udaje się. Powolutku, ale do przodu.
    Taki chwilowy przystanek w życiu przydaje się na poukładanie chaotycznych myśli i spojrzenia na sprawy z innej perspektywy. Czasem smutek jest najlepszym wyjściem :)
    Podoba mi się to jak lekko i swobodnie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń