sobota, 25 lipca 2015

Jeśli boisz się śmierci, to znaczy, że boisz się życia



 
Źródło: www.deathtothestockphoto.com
Ponoć to jest fakt. Osoby, które nie boją się życia, nie boją się też śmierci. Uznają ją za naturalny element ludzkiej egzystencji, coś, co po prostu trzeba zaakceptować. Na co dzień nie są też przesadnie ostrożne, nie troszczą się o siebie w nadmiarze, nie wyszukują sobie chorób, nie są skoncentrowane na obsesyjnym dbaniu o swoje zdrowie. Te osoby żyją. Po prostu.
Mają swoje cele, do których dążą, ludzi wokół, o których dbają, których kochają. Mają pracę, swoje pasje, zainteresowania, swoje słabości i mocne strony. Mają wszystko, co przeciętny człowiek zazwyczaj posiada. Ale te osoby koncentrują się na życiu, doceniają każdy jego aspekt, chcą żyć. Życie, choć bywa różnie, jest dla nich przyjemnością. Przyjemność daje sam fakt istnienia, możliwość realizacji, nawiązywania relacji międzyludzkich. Te osoby nie skupiają się na sobie, nie szukają problemów, traktują siebie, jako medium do kontaktów ze światem, z drugim człowiekiem, jako część większej całości, a nie jako pępek wszechświata. Te osoby nie myślą o tym, jak wypadają przed innymi, tylko o tym, co świat chce im przekazać. To są ci, którzy autentycznie słuchają, i słuchają więcej niż mówią. Są ciekawi, skoncentrowani na odbieraniu bodźców z zewnątrz, a nie ciągłym skupianiu się na sobie. Te osoby też nie blokują życiodajnej energii innych, wręcz przeciwnie podsycają ją, dodają wiatru w skrzydła, by inni mogli osiągać swoje cele. Oni nie ciągną ludzi w dół, popychają ich do przodu, wiedzą, że życie to podejmowanie ryzyka, wyzwań, wystawianie się na próby.  Te osoby żyją. Żyją naprawdę. Pozwalają sobie, by życie przez nich przepływało, by byli w nim zanurzeni na 100%.

Źródło: www.deathtothestockphoto.com


Jest też inna grupa ludzi. Ta, co się boi śmierci. Ta, której ten lęk objawia się w każdym aspekcie życia. To są te osoby, które jedzą wszystko najzdrowsze, najbardziej ekologiczne, najwartościowsze, bo przecież teraz tak łatwo zachorować na raka i trzeba o siebie dbać. To są osoby, które biegają 3 razy w tygodniu po 30 minut z tętnem dokładnie 130 (mają specjalny pulsometr do tego), bo takie są najnowsze wytyczne WHO, bo to jest profilaktyka, która chroni przed zawałem serca i innymi chorobami układu krążenia. To są osoby, których nie wyciągniesz na piątkowego browarka (albo 4 ), bo one zupełnie nie piją alkoholu. I nie mam nic do abstynentów, ale tu chodzi o motywację. Te osoby nie piją w ogóle, bo przecież alkohol zabija, uszkadza organizm i wprowadza ogólne spustoszenie. To są również te osoby, które szukają u siebie usilnie oznak choroby. Dla których wypadnięcie kilku włosów za dużo jest oznaką łysienia, zwykły ból głowy zwiastuje raka mózgu, a z tym pieprzykiem na prawym udzie na pewno jest coś nie tak. To są osoby, które żyją w ciągłym strachu o siebie i o innych, matki, które dzwonią do swoich dorosłych dzieci kilka razy dziennie, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Rodzice, wmawiający  swoim pociechom, żeby się nie wychylać za bardzo, bo to niebezpieczne, żeby nie robić tego czy tamtego, bo można zrobić sobie krzywdę. To są osoby żyjące w ciągłym poczuciu lęku, że coś im się stanie, że źle wypadną, że na pewno inni zauważą, że im się nie uda, że inni ich wyśmieją, że najbliższym na pewno grozi jakieś niebezpieczeństwo. Te osoby wiecznie sparaliżowane strachem nie żyją, one egzystują, wegetują. Mija im dzień za dniem w skupieniu na sobie, swoich dolegliwościach, zmaganiu się z życiem, problemami nie do rozwiązania. Życie im na tym mija. 


Aż koniec końców nagle okazuje się, że minęło 20 lat, 40, 60, 80 na ciągłym strachu, lęku przed rzeczywistością, przed byciem sobą, na strachu przed życiem, które owszem bywa niebezpieczne, przygnębiające i trudne, ale bywa też niewyobrażalnie piękne, zachwycające i zadziwiające. I to zazwyczaj nie my zachwycamy siebie w tym życiu, zachwyca nas świat, przyroda, ludzie. Wszystko to, na co się otworzymy, do czego podejdziemy z ciekawością i otwartym umysłem, a nie z lękiem i uprzedzeniami.


Więc może śmierć nie jest tym, czego warto się bać. Może trzeba się bać, życia, które przeżywamy tak, jakbyśmy nie żyli.


A czy ty boisz się śmierci?

4 komentarze:

  1. Zgadzam się z tym... The death is a beginning :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś się bałam a teraz... zdecydowanie nie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny, pomysłowy z pasją blog. Powodzenia i zapraszam do mnie obs/ kom http://eathealthilyandkeepfit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń